Gruzja to kraj niezwykłych krajobrazów i zabytków, których historia sięga tysiąclecia przed naszą erą. Położona na styku Wschodu i Zachodu, od wieków doświadczała wojen i najazdów, a mimo to zachowała swoją tożsamość i gościnność. To kraj ludzi, którzy potrafią oddać wszystko, by z godnością przyjąć swojego gościa.
„Spulchnię ziemię na zboczu i pestkę winogron w niej złożę,
A gdy winnym owocem gronowa obrodzi mi wić, zwołam wiernych przyjaciół
i serce przed nimi otworzę…
Bo doprawdy – czyż warto inaczej na ziemi tej żyć?”Bułat Okudżawa – Pieśń gruzińska
Do Tbilisi przyleciałem około 4:40 rano. Z lotniska najtaniej i najsprawniej można dostać się do miasta pociągiem. Nowoczesny budynek stacji znajduje się tuż naprzeciw hali odlotów. Bilet do centrum kosztuje jedynie 50 tetri (około 80 groszy) i kupuje się go w okienku na stacji.
Uważajcie na taksówkarzy, którzy próbują przekonać, że najbliższy pociąg odjedzie dopiero za dwie godziny – to nieprawda. Rozkład jazdy jest dostosowany do przylotów i odlotów, więc na transport długo czekać nie trzeba.
Pociąg z lotniska kończy bieg na dworcu głównym w Tbilisi. Tuż po wyjściu z budynku, po prawej stronie, znajduje się wejście do metra. Aby poruszać się po Tbilisi metrem, należy wykupić kartę miejską (koszt 2 lari) i doładować ją dowolną kwotą. Przejazd kosztuje 50 tetri, a kartę można kupić i doładować na każdej stacji metra.
Warto zapamiętać, na której stacji chce się wysiąść – w wagonach nie ma map linii, a wszystkie komunikaty podawane są wyłącznie po gruzińsku.
W stolicy nocowałem w Hostelu Tbilisi (ok. 20 lari za noc). To miejsce z fantastyczną atmosferą, idealne dla tych, którzy lubią towarzystwo i imprezowy klimat. Aby tam trafić, należy wysiąść na stacji Avlabari, wyjść na północ uliczką przy targowisku, następnie skręcić lekko w prawo, przejść przez mały plac i wypatrywać niewielkiej strzałki na ścianie budynku – to ona wskaże drogę do hostelu.
Jeśli planujecie nocleg w innym miejscu, koniecznie sprawdźcie, czy budynek jest ogrzewany – zimą w Gruzji to wcale nie jest oczywiste.
Po wyjściu z metra Tbilisi przywitało mnie takim widokiem:




Domy na skalistym brzegu rzeki Kury.






Wąskie uliczki starówki. Na wzgórzu pomnik królowej Tamary, która w jednej ręce trzyma wino dla przyjaciół a w drugiej miecz przeznaczony dla wrogów.























