Gori nie jest typowo turystycznym miastem, ale z kilku powodów ma swój unikalny charakter. Postanowiłem je odwiedzić, by porozmawiać z mieszkańcami miejsca, które w 2008 roku zostało zbombardowane, a potem okupowane przez Rosjan podczas wojny. Gori to także miasto, w którym urodził się Stalin, a kult jego osoby wciąż jest obecny w przestrzeni publicznej. Atmosfera tego miejsca jest wyjątkowa i przypomina nieco świat z powieści 1984 George’a Orwella. W centralnym punkcie miasta, na wzgórzu, znajduje się Twierdza Gori. Według legendy była niezdobyta, a powiedzenie „Oto twierdza Gori” weszło do języka potocznego jako synonim zwycięstwa nad wrogiem. Warto wybrać się na wzgórze, bo twierdza stanowi doskonały punkt widokowy, z którego rozpościera się piękny widok na miasto i okolicę.

Do Gori z Tbilisi można dotrzeć marszrutką, która odjeżdża z dworca autobusowego, zlokalizowanego około 300 metrów na prawo od stacji metra Didube (wystarczy przejść przez targowisko). Bilet na marszrutkę kupuje się w kasie dworca, nie płacąc kierowcy. Droga do Gori może być nieco przygnębiająca, ponieważ mija się po drodze osiedla dla uchodźców z Osetii Południowej. W Gori zatrzymałem się w Georgian Hotel, który znajduje się w centrum miasta przy ulicy Stalina 26, naprzeciwko muzeum Stalina. Hotel jest komfortowy, a koszt noclegu to 70 Lari bez śniadania. Tuż obok znajduje się hotel Inturist – tańszy, ale o niższym standardzie.

Ratusz i główny plac miasta który został zbombardowany bombami kasetowymi podczas wojny z Rosją. Od 30 maja 2008 roku bomby kasetowe są zakazne na podstawie konwencji w Dublinie ratyfikowanej przez 111 państw. Co ciekawe Polska obok Rosji USA i Chin nie została sygnotariuszem konwencji. (źródło: wikipedia)